Niepełnosprawność – sprawa trudna czy wstydliwa?

NIEPEŁNOSPRAWNOŚĆ – MITY I REALIA

 

Niepełnosprawność, inwalidztwo, kalectwo – w wielu językach funkcjonuje po kilka określeń, wskazujących na obniżenie funkcji fizycznych lub psychicznych człowieka  w porównaniu z powszechnie przyjętą i społecznie akceptowaną normą. Nie ma jednej, ogólnie przyjętej definicji niepełnosprawności. Zwykle rozumiana jest ona jako utrata sprawności lub istnienie nieprawidłowości w budowie i funkcjonowaniu organizmu, bądź ograniczenie w prowadzeniu aktywnego życia oraz/lub w pełnieniu ról społecznych.

 

Szacuje się, iż na świecie żyje ponad pół miliarda osób niepełnosprawnych. Problem ma więc zasięg globalny, a w wielu rejonach mimo coraz lepszego poziomu opieki medycznej, jego skala rośnie. Jak to możliwe?

 

Nowoczesna diagnostyka prenatalna pozwala ujawnić oraz leczyć niektóre choroby oraz wady genetyczne jeszcze w okresie płodowym. Dzięki systematycznemu udoskonalaniu sprzętu inkubacyjnego można utrzymać przy życiu coraz młodsze, słabiej ukształtowane wcześniaki. Szybki rozwój chirurgii neonatalnej pozwala przeżyć dzieciom, które bez medycznego i farmakologicznego wspomagania skazane byłyby na śmierć w wyniku poronienia lub urodziłyby się niezdolne do życia.   Niestety, znaczna część z nich powiększy w przyszłości społeczność osób niepełnosprawnych.

 

Drugi element, wpływający na rosnące statystyki niepełnosprawności w świecie, to tempo dzisiejszych czasów. Pogoń za pracą, pieniędzmi, sukcesem zawodowym i jak najwyższym standardem życia sprzyja stresom, które łatwo mogą przerodzić się w stan chroniczny, utrudniający lub uniemożliwiający codzienne funkcjonowanie. Według statystyk, już około dwudziestu procent populacji z tak zwanych społeczeństw wysoko rozwiniętych to osoby, cierpiące na choroby nerwowe i psychiczne oraz zaawansowane nerwice. Potencjalnie więc co piąty mieszkaniec Europy, Ameryki Północnej czy przodujących obszarów Azji jest inwalidą.

 

Trzecia przyczyna, zwiększająca na świecie skalę niepełnosprawności, to szybkie starzenie się rozwiniętych społeczeństw. Wyodrębnienie geriatrii i psychogeriatrii jako specjalistycznych działów medycyny paradoksalnie podniosło ten czynnik do rangi jednego z ważniejszych wyzwań naszych czasów. Żyjemy dłużej, ale gorzej, bo z wiekiem coraz szybciej upośledzają się nasze funkcje psychofizyczne – i nie ma na to rady, przynajmniej w biologicznym i medycznym pojmowaniu zjawiska starości.

 

Wokół niepełnosprawności narosło wiele mitów – począwszy od pokutującego w niektórych kręgach poglądu, iż jest to kara za grzechy przodków, poprzez uznanie kalectwa za świadomy karmiczny wybór duszy przed kolejną inkarnacją, aż po dość prymitywne przekonania o klątwach czy urokach, rzuconych na osobę niepełnosprawną lub jej rodziców. W pewnych środowiskach nawet w XXI wieku posiadanie kalekiego potomstwa czy rodzeństwa jest sprawą wstydliwą: wstrząsające doniesienia o przetrzymywaniu niepełnosprawnych, głównie chorych psychicznie, w piwnicach czy oborach, w ahumanitarnych warunkach dla zachowania dobrego imienia rodziny, zdarzają się, niestety, nadal. Kolejnym mitem jest przekonanie o trudnym charakterze czy małej przydatności zawodowej niepełnosprawnych. Jeszcze innym – o gigantycznych nakładach na pomoc społeczną i kosztach, obciążających budżet państwa ze szkodą dla całego społeczeństwa.

 

Na mity i uprzedzenia jest tylko jedna rada: informować jak najszerzej o rzeczywistej skali i specyfice problemu, dostarczać społeczeństwu faktów, pokazywać odwrotną stronę medalu. Nasz portal ma właśnie taki cel.

 

NIEPEŁNOSPRAWNOŚĆ W WYMIARZE JEDNOSTKOWYM

 

Niepełnosprawność z reguły bywa osobistą tragedią. Osoby z wrodzonym kalectwem najczęściej uznają swój stan za przekleństwo, odbierające im pełnię szans, dostępnych ludziom zdrowym. Rozgoryczenie, frustracja i nie zawsze uświadomiona zawiść rodzi w nich kompleksy i postawę roszczeniową, dodatkowo komplikującą funkcjonowanie w rodzinie i społeczeństwie. Tylko odpowiedni proces wychowawczy może zapewnić adaptację takich osób do dorosłego życia oraz uchronić je przed niekorzystnymi zmianami osobowości: dziecko kochane i akceptowane, od najmłodszych lat traktowane jak inne, ale nie gorsze, łatwiej nawiąże kontakty ze zdrową grupą rówieśniczą i szybciej opanuje umiejętności czy sposoby, by samodzielnie radzić sobie w życiu.

 

Uczucia frustracji, rezygnacji czy agresji towarzyszą również ludziom, którzy utracili zdrowie na skutek wypadku lub choroby i w pełni aktywności zawodowej zostali zepchnięci z wybranej ścieżki kariery na inny – ich zdaniem, ślepy tor. Dla wielu oznacza to nieodwracalną rezygnację z marzeń i ambicji zawodowych, tym trudniejszą do zaakceptowania, im wyższą pozycję w hierarchii celów ich życia zajmowała sfera zawodowa. Często potrzebują oni profesjonalnej pomocy psychologicznej, by uporać się z nową sytuacją, przewartościować dotychczasowe priorytety, zmodyfikować plany na dalszą część życia. Nie jest to jednak proces łatwy ani szybki. Dla niektórych adaptacja wiąże się z koniecznością zdobycia nowego zawodu, inni rezygnują całkowicie z pracy, przechodząc na renty. Polska posiada jeden z najwyższych w Europie wskaźników, określających liczbę osób pobierających świadczenia rentowe w stosunku do ogółu obywateli w wieku produkcyjnym. To świadczy o masowości zjawiska przy małej efektywności działań, skierowanych na aktywizację zawodową osób niepełnosprawnych.

 

 

NIEPEŁNOSPRAWNOŚĆ JAKO PROBLEM SPOŁECZNY

 

Świat ludzi zdrowych przez całe stulecia z trudem przyzwyczajał się do myśli, iż osoba niepełnosprawna też jest człowiekiem i przysługują jej identyczne prawa, jak pozostałym członkom społeczeństwa. Droga od uśmiercania kalekich noworodków w starożytnej Sparcie, poprzez ich okrutną dyskryminację społeczną w średniowieczu aż do współczesnych programów integracyjnych wymagała głębokich zmian w mentalności ludzkiej oraz ewolucji stosunków społecznych. Czy ten proces jest już zakończony? Z całą pewnością nie. Zbyt mała ilość przedszkoli i szkół integracyjnych, niedostosowanie większości obiektów publicznych do potrzeb osób niepełnosprawnych, a także niewielki, nieelastyczny i mało chłonny rynek pracy dla osób niepełnosprawnych wyraźnie na to wskazują.

 

Koszty utrzymania niepełnosprawnej części populacji ponosi całe społeczeństwo – i tak być powinno, choćby ze względów etycznych. Jednak nie wszyscy godzą się na obywatelskie uczestniczenie w tak zwanych umowach społecznych. Duża część młodych internautów, zwłaszcza spośród dobrze wykształconych i przedsiębiorczych użytkowników portali, uznaje składki na obowiązkowe ubezpieczenie społeczne za haracz, zwiększający koszty pracy a tym samym obniżający dochody osób czynnych zawodowo, zaś same renty i emerytury – za szkodliwy relikt epoki socjalizmu. Lansując tezę, iż każdy bez wyjątku powinien ponosić odpowiedzialność za własny byt, karierę zawodową oraz przyszłą emeryturę, żądają oni zniesienia pomocy państwa na rzecz niektórych grup obywateli i likwidacji – a przynajmniej znacznego ograniczenia – wydatków budżetowych na pomoc społeczną.

 

Również pracodawcy boją się zatrudniać niepełnosprawnych, przekonani o ich małej efektywności i ograniczonej przydatności w warunkach ostrej konkurencji, a także wystraszeni większymi kosztami, które w ich przekonaniu pojawiają się przy zatrudnieniu niepełnosprawnego. W powszechnej opinii niepełnosprawni nie są zbyt dobrymi pracownikami: nadużywają zwolnień lekarskich, są źle wykształceni (zwłaszcza niepełnosprawni od urodzenia), nie dbają o podnoszenie kwalifikacji zawodowych, unikają cięższych zadań, zastrzeżenia budzi jakość ich pracy. Jako osoby nadmiernie wrażliwe, drażliwe i roszczeniowe, powodują konflikty z otoczeniem i demotywująco wpływają na zespoły pracownicze.

 

Nie będziemy polemizować z takimi opiniami – odnotowaliśmy tylko, że istnieją i budzą emocje. Tak więc mimo wielu medialnych i społecznych kampanii, zwracających uwagę na osoby niepełnosprawne oraz wzywających do ich integracji i aktywizacji w świecie ludzi zdrowych, problem ten jako zagadnienie społeczne istnieje nadal.

 

Do jego specyfiki w Polsce wrócimy jeszcze na chwilę w końcowej części artykułu.

 

 

NIEPEŁNOSPRAWNOŚĆ NA RYNKU PRACY

 

Idea wydzielenia osobom niepełnosprawnym odrębnego segmentu na rynku pracy nie jest nowa: spółdzielczość inwalidzka, wywodząca się z mocno zakorzenionych w Polsce tradycji spółdzielczych, powstała po I wojnie światowej w celu zapewnienia pracy niepełnosprawnym ofiarom wojny. Swój rozkwit przeżyła w czasach PRL–u, od momentu transformacji ustrojowej zaczęła dramatycznie podupadać. Jej zasadniczą zaletą była powszechna dostępność: każda osoba, posiadająca orzeczenie KIZ bez trudu znajdowała tam zatrudnienie. Główną wadę stanowiło tworzenie w ten sposób swoistego getta dla niepełnosprawnych – model spółdzielczości inwalidzkiej nie uwzględniał w ogóle ich integracji ze światem ludzi zdrowych.

 

Po roku 1989 zaistniała konieczność zaproponowania nowych rozwiązań, dostosowujących zatrudnienie osób niepełnosprawnych do realiów rynku. Spółdzielnie inwalidzkie, pozbawione preferencji ekonomicznych i czap administracyjnych musiały odtąd same zadbać o rentowność, a na powołane do życia Zakłady Pracy Chronionej oraz zakłady aktywności zawodowej nałożono nowe zadania. Charakterystyki organizacyjne i omówienie przepisów, regulujących ich funkcjonowanie zamieściliśmy w zakładce, poświęconej zagadnieniom prawnym.

 

Ale czy niepełnosprawnym rzeczywiście łatwiej znaleźć zatrudnienie? Również i na ten temat krąży wiele mitów. Jak wykazują statystyki, tylko kilkanaście procent niepełnosprawnych Polaków pracuje zawodowo. W krajach Unii Europejskiej zatrudnienie ma co druga osoba. Świadczy to o małej, mimo wszystko, skuteczności systemu, który po dwudziestu latach wyraźnie się zestarzał i wymaga pilnej reorganizacji.

 

Zmiany są niezbędne: w ostatnich latach, paradoksalnie, wzrosła popularność statusu osoby niepełnosprawnej. Wiele osób, utraciwszy pracę na kilka/kilkanaście lat przed emeryturą, stara się o przyznanie tak zwanej grupy uważając, że to jedyna droga do znalezienia ponownego zatrudnienia. Nie zawsze ich starania dają pozytywny efekt: gruntownie zmieniony w 1997 r. system orzecznictwa stosuje znacznie surowsze kryteria orzekania, obok tradycyjnego przyznawania rent inwalidzkich wprowadzając inne formy ustawowe (zasiłki rehabilitacyjne czy renty szkoleniowe). Ostrą dyskusję społeczną wzbudziła weryfikacja wcześniej przyznanych świadczeń – przez jednych chwalona jako sposób na oszustów, przez innych krytykowana za nadmierną restrykcyjność, nie dała jednak spodziewanych efektów i nie zmniejszyła znacząco liczby osób, szukających zatrudnienia na rynku pracy dla niepełnosprawnych.

 

A rynek ten jest bardzo płytki. Preferując kandydatów ze znacznym i umiarkowanym stopniem upośledzenia, do których budżet państwa dopłaca najwięcej, nie wykształcił mechanizmów tworzenia nowych miejsc pracy. Co więcej, w szybkim tempie doprowadził do uprzedmiotowienia osób niepełnosprawnych, które traktowane instrumentalnie – jako uciążliwy ale niezbędny warunek do otrzymania dopłat i dotacji – nadal pozbawione są szans na autentyczny, nieskrępowany rozwój zawodowy.

 

 

NIEPEŁNOSPRAWNOŚĆ A „SPRAWA POLSKA”

 

Rozwinięte społeczeństwa zachodnie od dawna wiele uwagi (i pieniędzy) poświęcały działaniom, ułatwiającym osobom niepełnosprawnym codzienne funkcjonowanie oraz sprzyjającym integracji ze społeczeństwem. W USA niepełnosprawność również nie jest tematem tabu – mówi się o niej bez skrępowania, ale i bez fałszywej litości, tak bardzo upokarzającej osoby dotknięte inwalidztwem lub kalectwem. Niestety, sytuacja niepełnosprawnych w Polsce zasadniczo odbiega od cywilizowanych standardów. Złożyło się na to kilka przyczyn.

 

Poza wspomnianymi wyżej, mocno utrwalonymi mitami na temat niepełnosprawności, decydujące znaczenie ma sytuacja gospodarcza Polski. Coraz widoczniejsze staje się ograniczenie nakładów na rehabilitację – zwłaszcza kompleksową – co sprzyja utrwalaniu kalectw i dysfunkcji, którym można skutecznie zapobiegać. W ramach oszczędności w służbie zdrowia likwiduje się w pierwszej kolejności tak zwane łóżka rehabilitacyjne, chociaż dla nikogo nie jest tajemnicą, że profilaktyka jest znacznie tańsza, niż późniejsze leczenie zaniedbań. W roku 1988 co dziesiąty Polak był niepełnosprawny, w 2002 już co siódmy, a przewiduje się, że w 2015 będzie to już co piąty, jeśli nie co czwarty obywatel kraju, a więc dogonimy w tym smutnym zakresie światową czołówkę. Niestety, nie poprzez dalsze wydłużanie życia Polaków, a na skutek wmiatania problemu pod dywan.

 

Wejście Polski do Unii nie poprawiło bynajmniej sytuacji osób niepełnosprawnych. Niewiele dało wprowadzenie do kalendarza UNESCO Światowego Dnia Osób Niepełnosprawnych, co w założeniu miało wspierać zarówno promowanie wiedzy o problemach niepełnosprawnych przez osoby zdrowe, jak organizować wsparcie społeczne dla poszanowania godności, dobra osobistego i praw obywatelskich niepełnosprawnych. Dzień ten ustanowiony w roku 1992 przez Zgromadzenie Ogólne Narodów Zjednoczonych a obchodzony 3 grudnia, szybko przerodził się w festiwal promocji ZUS–u, PFRON–u oraz instytucji i agend rządowych, działających jakoby z sukcesem na rzecz niepełnosprawnych.

 

Niestety, niepełnosprawni dziwnie nie odczuwają znaczącej poprawy swej trudnej sytuacji. Może pora, by wzięli swoje sprawy we własne ręce, zamiast tkwić posłusznie w mentalnym kokonie niepełnosprawności?

 

Nie zamierzamy tym wezwaniem zamykać tematu – rodzi on zbyt wiele pytań, domagających się odpowiedzi, a przede wszystkim dyskusji w gronie samych niepełnosprawnych oraz ludzi wrażliwych na ich trudną sytuację.

 

 

WSZYSTKICH ZAINTERESOWANYCH ZAPRASZAMY NA NASZE FORUM

 

 

© E. Miller, IGD Warszawa

Tekst ma charakter autorski. Powielanie, kopiowanie i przenoszenie całości lub fragmentów bez zgody właściciela portalu będzie stanowiło naruszenie prawa do ochrony własności intelektualnej.

powrót